
Autor: Łukasz Wasilewski
Święcenia kapłańskie otrzymał w lipcu 1947 roku w katedrze siedleckiej. Kolejne lata w życiu księdza Władysława to praca w wielu parafiach naszego regionu jako wikariusz, administrator i proboszcz. Wszędzie gdzie przybywał od razu nawiązywał świetny kontakt z wiernymi. Do dziś wspominają go jako osobę niezwykle serdeczną i ciepłą, która nigdy nie odwracała się od drugiego człowieka. Nawet po kilkudziesięciu latach nie ukrywają wzruszenia mówiąc o księdzu kanoniku. - Dziękuję Bogu, że spotkałem go na swojej drodze. Dzięki niemu przestałem pić, on dobrym słowem sprawił, że moja rodzina się nie rozpadła – ze łzami w oczach mówi Stanisław Kłos z Borek, gdzie Proczek pełnił posługę pod koniec lat sześćdziesiątych i na początku siedemdziesiątych. - Był niezwykle oddany dla parafian. Oni byli najważniejsi. Był dla nich oddany nie w stu, a w dwustu procentach – dodaje.
W 1977 roku trafił do Konstantynowa. Tu dzięki swojej otwartości i serdeczności zyskał niezwykłą sympatię parafian. Dzięki ich wsparciu przeprowadził szereg prac remontowych konstantynowskiej świątyni. Pokryto między innymi dach blachą miedzianą, przeprowadzono generalny remont organów, wybudowano także nowy murowany dom parafialny. W pamięci mieszkańców pozostanie jednak dzięki swojej wspaniałej osobowości. - Był wspaniałym człowiekiem. Miał w sobie tą iskrę bożą, która powinna charakteryzować każdego człowieka, a w szczególności księży. Miał olbrzymi wpływ na mieszkańców, jego śmierć to niebywała strata dla wszystkich w Konstantynowie - mówi Mieczysław Szulak, radny konstantynowskiej gminy.
Pomimo kłopotów zdrowotnych przez wszystkie lata sumiennie i gorliwie wykonywał obowiązki duszpasterskie. Stan zdrowia wpłynął na prośbę do biskupa o zwolnienie go z obowiązków proboszcza w Konstantynowie. Jednak bp Jan Mazur zachował mu ten tytuł, przydzielając mu w 1989 roku do pomocy administratora parafii ks. Mieczysława Miczarczyka. Na zasłużoną emeryturę ks. Władysława Proczka przeniesiono dopiero w 1994 roku. W grudniu 1995 roku za gorliwość duszpasterską i ogromne zaangażowanie w pracę parafialną obdarzony został godnością kanonika honorowego Kapituły Janowskiej. Ostatnie lata to wciąż pogarszający się stan zdrowia. W ostatnich miesiącach przed śmiercią przebywał pod opieką lekarską w Domu Pomocy Społecznej w Konstantynowie. Zmarł 29 października, wieku 92 lat. O tym jak wyjątkową osobą był ks. Władysław świadczą wielkie tłumy osób, które towarzyszyły mu w ostatniej drodze. Obok rodziny i przyjaciół ks. Władysława udział w uroczystościach pogrzebowych wzięli biskup Zbigniew Kiernikowski oraz ks. biskup Antoni Dydycz, uczniowie konstantynowskich szkół, strażacy i samorządowcy. – Z twoim odejściem kończy się trzydziestotrzyletni etap w życiu naszej społeczności. Byłeś tym, który potrafił zasiać w naszych sercach uczciwość i mądrość. Pokazywałeś jak wzajemnie się szanować i jak jednoczyć się w działaniu dla wspólnego dobra naszej małej ojczyzny – zwraca się do księdza Władysława wójt Romuald Murawski. Te słowa świadczą jak ważna role prze szereg lat ksiądz kanonik odgrywał w życiu mieszkańców gminy. Jest to niepowetowana strata nie tylko dla Konstantynowa.