
Spektakl komediowy pod takim tytułem miał być wystawiony 13 stycznia w auli PSW. Jednak kilka dni temu na plakatach reklamowych pojawiły się naklejki "spektakl odwołany" Czyżby bialczanie myśleli jak jeden z bialskich radnych i zbojkotowali przedstawienie?
Burze medialna w sprawie spektaklu rozpętała się na ostatniej sesji rady miasta. Wtedy to radny PiS Stanisław Nikołajczuk swietrdził że jest zbulwersowany tym, iż w okresie poświątecznym na terenie miasta pojawiły się plakaty reklamujące ten spektakl. - Cale miasto zostało oplakatowane deprawującymi młodzież hasłami! Jest sezon opłatkowy, a młodzi ludzie dwuznacznie uśmiechają się patrząc na wywalony napis "seks grupowy" - mówił rozzłoszczony radny. Prezydent Andrzej Czapski do sprawy podszedł z humorem. - Szanowny panie radny, głodnemu chleb na myśli. Radziłbym podejść do tego z większym dystansem, bo to się robi śmieszne i groteskowe - odpowiedział na zarzuty prezydent. Jak się okazało, ta wymiana zdań miedzy radnym a prezydentem szeroko opisywana przez wiele lokalnych mediów okazało się dobrą reklamą spektaklu. - Na początku było sprzedanych 16 biletów, jednak później zainteresowanie wzrosło. Nie wiem, czy można wiązać ten efekt z wystąpieniem radnego, jednak faktem jest, że wykupiono około 50 biletów i rezerwowano wiele kolejnych - mówi Marta Bąkowska, kierownik działu marketingu i impresariatu Bialskiego Centrum Kultury. Skoro przedstawienie zaczęło się cieszyć zainteresowaniem dlaczego zostało odwołane? - Nie doszukiwałabym się tutaj jakiegoś spisku. Agencja organizująca przedstawienie uznała że jest to za mała ilość chętnych by na nim zarobić. Aula pomieściłaby ponad 300 osób - wyjaśnia Bakowska. - To nie był najlepszy termin na jakiekolwiek spektakl. Święta, sylwester, WOŚP, bale karnawałowe - to nadszarpnęło kieszeń mieszkańców - dodaje Bąkowska. Jednak pomimo odwołania spektaklu najprawdopodobniej będzie szansa obejrzeć go w późniejszym terminie. - Po odwołaniu spektaklu dostaliśmy mnóstwo telefonów dotyczących nowego terminu, więc sprawa nie jest zamknięta. Czekamy na decyzję z agencji artystycznej - mówi Bąkowska