
Autor: Katarzyna Romaniuk
Zespół Szkół w Sławatyczach (gimnazjum, szkoła podstawowa i przedszkole) dysponuje jednym autobusem, który musi przywieźć na zajęcia a potem do domów 139 dzieci. Niektóre wsiadają do busa ok. godz. 6 rano, chociaż lekcje zaczynają dopiero o 8. Natomiast odwrotny problem występuje po południu, kiedy dzieci wracają – nieraz muszą czekać na autobus bardzo długo. – Szkoda nam naszych dzieci. One nie mają kiedy się uczyć – skarży się pani Bożena. W tej sprawie rodzice interweniowali już zarówno u dyrektora szkoły, jak i u władz gminy odpowiadających za organizację dowozu dzieci do szkół.
Dyrekcja wyjaśnia, że przy takiej ilości dzieci i jednym autobusie nie ma szans na lepsze ułożenie planu dowożenia. – Robimy to optymalnie. Nasz zespół pracuje nieraz kilka dni, aby to wszystko spiąć. Staramy się wszystkich traktować sprawiedliwie, jeśli jedna grupa z okolic Jabłecznej dojeżdża rano wcześniej, to wcześniej także odjeżdża, a w następnym roku jest odwrotnie – wcześniej przyjeżdżają dzieci z okolic Krzywowólki. Jednym autokarem, w którym jest 39 miejsc, nie jesteśmy w stanie wszystkich dowieźć na tę samą godzinę – tłumaczy dyrektor zespołu Mirosław Wiśniewski. Zarzut o braku czasu dzieci na naukę stanowczo odpiera. – Mamy świetlicę, na której pracuje trzech nauczycieli. Dzieci czekające godzinę czy półtorej powinny wykorzystać ten czas na odrabianie lekcji – zaznacza dyrektor. Jak twierdzi, władze gminy obiecywały zakup nowego autobusu 50-osobowego.
Sekretarz gminy podkreśla jednak, że na to brakuje środków finansowych. – Tak krawiec kraje, jak mu materii staje. Chodzi o pieniążki i jeszcze raz o pieniążki – mówi Arkadiusz Misztal. Gmina rozpatrywała podpisanie umowy z prywatnych przewoźnikiem. – PKS upadł. Ludzie nie mają jak dojeżdżać choćby do sklepów, urzędów czy lekarzy. Zobaczymy, jak będzie funkcjonował Garden Service. Jest taka możliwość, ale nie mamy z kim tej umowy podpisać. To jest fikcja – tłumaczy Misztal. – Te dzieci byłyby niedopilnowane, nikt by na nie nie poczekał – krytykuje pomysł dyrektor Wiśniewski.
Autosan dowożący dzieci ma już 20 lat i nie jest już w najlepszym stanie technicznym, co przyznaje sam dyrektor. – Mamy bardzo dobrego kierowcę. Jeździ powoli, ostrożnie, inni by go rozsypali już dawno. Z pokolenia na pokolenie ta „Majeczka” jeździ i dobrze się sprawuje – stwierdza dyrektor Wiśniewski. – Raz w miesiącu się psuje – oburza się pani Bożena. Być może poważna awaria dopiero postawi władze gminy przed koniecznością zakupu nowego pojazdu.