
Rozmowa z Marcinem Duszkiem, politykiem PiS, radnym Rady Powiatu Bialskiego
Ile głosów zabrakło, żeby mówić do Ciebie panie pośle?
Media mówiły o 321 głosach. Prawu i Sprawiedliwości w naszym okręgu zabrało kilku setnych procent.
Wasza lista dostała blisko 125 tys. głosów.
A szósty mandat dla PiS ważył się ku naszemu zdziwieniu aż do wtorku. Czekaliśmy na konkretne wyniki z Chełma, a informacje które docierały, były sprzeczne. Te wyniki miały przesądzić, czy PO będzie miała jeden mandat więcej, czy Prawo i Sprawiedliwość.
Ten jeden mandat był dla Marcina Duszka, który startował dopiero z pozycji nr 20?
Dokładnie (uśmiech). Nie udało się.
Wynik ponad 5300 głosów budzi jednak respekt. Kto z konkurentów politycznych zadzwonił do Ciebie z gratulacjami.
Prawdopodobnie dzwoniło wiele osób, ale nie mogłem odebrać żadnego połączenia. Po prostu w piątek wieczorem przed ciszą wyborczą zgubiłem gdzieś telefon. W nim były zapisane wszystkie kontakty z 10 lat. Ten numer mieli dziennikarze i samorządowcy. Zapodziałem go chyba w Kąkolewnicy w czasie wieszania ostatnich plakatów (uśmiech) Zanim wyrobiłem duplikat karty SIM, było już kilka dni po wyborach.
Czego zabrakło, żeby zdobyć mandat?
Pieniędzy na reklamę w mediach. To było jedyne niedociągnięcie.
Ile wydałeś na kampanie?
Kilka tysięcy. Ograniczyłem się do najtańszych ulotek i strony internetowej. Wszystkich kandydatów obowiązują limity finansowe. Moja kampania była najtańsza z tych, które do tej pory prowadziłem. Była porównywalna z ubiegłoroczną kampanią samorządową na burmistrza i do rady powiatu.
Na czym więc polega fenomen Marcina Duszka w polityce?
10 lat pracy - harówki, pracy z ludźmi i dla ludzi. 10 lat, dzień po dniu rozwiązywania problemów.
Słyszałem dziś opinie, że nie pasujesz do PiS. Jesteś młodym, nowoczesnym politykiem, a PiS to partia konserwatywna.
Od kilku lat marzyłem, żeby do tej partii wejść. Widziałem w niej receptę na poprawę sytuacji tu na wschodzie. Nawiązywałem kontakty z politykami tej partii. Pomógł mi poseł Adam Abramowicz. Przed wyborami samorządowymi w 2010 roku poproszono mnie o start w wyborach na burmistrza Międzyrzeca. Pomogło też charakterystyczne i wpadające łatwo w ucho nazwisko. Nie przeceniałbym aż tak bardzo szyldu partyjnego, choć jest on też bardzo ważny. Marcin Duszek jest człowiekiem, który starał i stara się pomagać wszystkim. Barwy partyjne są bez znaczenia.
Dalsza część wywiadu w papierowym wydaniu Wspólnoty
No i całe szczęście, że nie jesteś w Parlamencie. Dla mnie PIS to sekta, szkodząca Polsce i Polakom. Szkodzi także Białej Podlaskiej za przyczyną chociażby Abramowicza. Im mniej sekty tym lepiej dla gospodarki, spokoju i racjonalnego rozwoju. Patrząc przez pryzmat wcześniejszych rządów sekty i aktualnych zachowań jej czołówki, każda inna opcja polityczna byłaby lepsza dla polskiej społeczności.
Ocen ten komentarz:
PIS pomaga ??? ale dowc*p !!!
Ocen ten komentarz: