
Pawlak z Kargulem to przy nich "pikuś". B. wściekł się, że - jak twierdzi, Ochmański zjeździł mu łąkę. W odwecie potraktował metalowym prętem ich traktor. Potem B. stwierdził, że sąsiad wrzucił mu do ogródka zdechłego kota. Wojna rozgorzała na dobre.
Sceny rodem z "Samych swoich" rozgrywają się w Kasyldowie w powiecie łukowskim. Do naszej redakcji trafił list: "Jesteśmy rolnikami. Pewien człowiek ze wsi zrobił sobie z nas cel ataku urzędników. Wizyty i kontrole stały się już dla nas chlebem powszednim, ponieważ odwiedzają nas dość regularnie włącznie z policją. Nie posiadamy już niczego, co by nie zostało dogłębnie sprawdzone przez urzędników różnych instytucji i stwierdzenia, iż wszystko jest w porządku. Wizyty te stały się już nie do zniesienia. Już kilka spraw sądowych mamy za sobą. Lecz mimo tego ów człowiek po prostu uwziął się na nas i nie chce dać za wygraną, Oczernia nas w oczach innych mieszkańców - pisze Renata Ochmańska (42 l.).
Wizyty urzędników, o których mowa, dotyczyły szamba państwa Ochmańskich. Sylwester B. (69 l.) - sąsiad, na którego skarżą się Ochmańscy, twierdził, że moją oni ukryty przekop i ścieki odprowadzają do rzeki. - Najpierw napisał do Wojewódzkiego Zarządu Melioracji i Spółek Wodnych w Lublinie. Przyjechali, sprawdzili i nic nie znaleźli- tłumaczy Stanisław Ochmański (46 l.), pokazując stosowne dokumenty. Potem była jeszcze Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa i Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego. Bez skutku. Szambo jest legalne, ścieki nie są odprowadzane do rzeki. To jednak nie koniec listy zarzutów Sylwestra B. pod adresem sąsiadów. Kolejne to: wrzucenie do ogródka zdechłego kota, zniszczenie uprawy ogórków, zaoranie bruzdy na polu. I ten najcięższy: zgłoszenie samowoli budowlanej córki B. Rodzinę kosztowało to 30 tys. zł.
Jak twierdzi Renata Ochmańska, konflikt zrodził się z czegoś innego. B. widząc, że Ochmańscy jadą ciągnikiem po łące jego zięcia, zdenerwował się. Złapał za metalowy pręt i wyładował swoją złość na traktorze. Ta rozróba kosztowała go ok. 1000 zł, ponieważ Ochmańscy założyli sprawę w sądzie. - No mąż się zdenerwował, bo miał już dość jak oni jeżdżą po naszej łące. A robią to notorycznie - broni ukochanego Marianna B. (60 l.). - Ja jak ich widzę w kościele, to nie mogę wysiedzieć - dodaje kobieta. Innym razem S. zaorał Ochmańskim część upraw kukurydzy, bo - jak twierdzi, zaorali bruzdę na jego polu. O sąsiadach B. nie ma dobrego zdania. Pod adresem Ochamńskich padają nawet niecenzuralne słowa. B. twierdzi, że skoro kontrole trzech instytucji w sprawie szamba nie przyniosły rezultatu, to on znajdzie inną drogę, żeby dopiec sąsiadom. - Nie popuszczę - zarzeka się.
Kochaj bliźniego swego jak siebie samego...
Ocen ten komentarz:
A do kościoła i do komunii chodzą pewnie jedni i drudzy :-) Przykładni katolicy (miłość bliźniego - klasyczny przykład) hahaha
Ocen ten komentarz: