
Próbowali obronić nastolatków bitych przez dwóch mężczyzn. Sami zostali zaatakowani. Janina już cztery tygodnie leży w szpitalu. Kość w ręce się nie zrasta, kobieta ma połamaną miednicę. Jeden z sąsiadów widział wszystko przez okno i nie zareagował.
Pobita w noc sylwestrową Janina nadal przebywa w szpitalu. Trafiła tam ze złamanymi ręką i miednicą. Ręka nie chce się zrastać, a skutki połamania miednicy są jeszcze trudne do przewidzenia. Kobietę czeka długa rehabilitacja.
Janina po powitaniu Nowego Roku wracała do domu przed 1.00, odprowadzana dla bezpieczeństwa przez znajomego. Przy blokach, bezpośrednio między budynkiem Szkoły Podstawowej nr 4 a blokiem nr 10, zobaczyli bójkę. Dwóch na oko 30-letnich mężczyzn biło jakiegoś chłopaka, a drugi leżał na ziemi. Kobieta powiedziała głośno, że trzeba dzwonić na policję. Wandale to usłyszeli i rzucili się na nią i jej towarzysza. Mężczyznę pobili, a uciekającą kobietę dopadli na klatce w bloku. Upadła na schody i została poturbowana.
Było po północy. Strzelały jeszcze sztuczne ognie. Chłopcy szli do kolegów na os. Klimeckiego.
Żadne z czworga pobitych nie przypuszczało, że tak tragicznie skończy się ich noc sylwestrowa. Niektórzy z mieszkańców wiedzą już, że jeden z sąsiadów widział wszystko przez okno. Nie zadzwonił jednak ani po policję, ani po pogotowie. Skutki tego zdarzenia mogłyby być wtedy mniej tragiczne.
Wypowiedzi poszkodowanych, w papierowym wydaniu Wspólnoty