
Autor: Redaktor Naczelny W. Regionalnej- Łukasz Prusak
Daria i Piotr Wysoccy. On rodowity warszawiak, ona pochodzi z Wałbrzycha. Półtora roku temu trafili na południowe Podlasie. Dokładnie do przytuliska w Wysokim pod Międzyrzecem Podlaskim.
- Mieszkaliśmy w mieszkaniu moich rodziców. Płaciłem za wynajem. Po śmierci mamy mój ojciec wypowiedział nam lokal. Potem trafiliśmy do ośrodka w Wysokim - opowiada Piotr. To wysoki, szczupły mężczyzna z czarnymi włosami. W czasie rozmowy popala fajkę. Twierdzi, że nie jest z tych, co wyciągają ręce po jałmużną. Sam pracuje na utrzymanie rodziny. Rzuceni z Warszawy pod Międzyrzec Wysoccy nie mogli się odnaleźć. Daria całe dnie opiekuje się dziećmi. Obok czwórki swoich pociech, jak mówi, na ośrodku była panią przedszkolanką dla innych maluchów. Piotr miał szczęście i znalazł pracę w Międzyrzecu. Naprawiał ciężarówki. Nie zarabiał dużo, ale na podstawowe potrzeby dla rodziny wystarczało.
Uciec z Wysokiego
Od samego początku Wysoccy wiedzieli, że chcą się wynieść z ośrodka. - Najgorszemu wrogowi nie życzę, żeby tam spędził jedną noc - mówi Daria. - Wracałem z pracy i robiłem za sanitariusza. Opiekowałem się schorowanymi mieszkańcami - opowiada Piotr, który kiedyś pracował jako sanitariusz w jednym z warszawskich szpitali. W Wysokim do obowiązków Piotra należało też m.in. zakopywanie na polu za ośrodkiem mięsa, które zalegało w magazynie. - To pole jest nafaszerowane mięsem - mówi mężczyzna. Czasu dla rodziny miał jak na lekarstwo. W wrześniu udało się znaleźć mały domek do wynajęcia. Po dwóch miesiącach pobytu w schronisku wyprowadzili się. Mieli własny kąt i święty spokój. Radość nie trwałą długo. - Przed świętami Bożego Narodzenia w 2008 roku przyszedł do nas właściciel i powiedział, że musimy się wyprowadzić z dnia na dzień. Okazało się, że nie miał gdzie zrobić imprezy sylwestrowej. Chciał się nas pozbyć - mówi Piotr. Z pomocą przyszedł Urząd Gminy w Międzyrzecu Podlaskim. Wysoccy wynajęli jedno z mieszkań socjalnych w Żabcach.
Jak intruzi
Tu, jak twierdzą, są postrzegani jak intruzi. - Jesteśmy tu obcy. Do tego stopnia posuwają się niektórzy mieszkańcy, że oskarżają moją żonę o przygodne spotkania z innymi mężczyznami. Każdy normalny facet to już by zwariował - skarży się Piotr zaciągając się papierosem. - Czasami po prostu nie ma pieniędzy na bilet i podjeżdżam do Międzyrzeca stopem. Ktoś zobaczy, dorobi ideologie i powstają przykre plotki - dodaje Daria. Już wiele razy szukali mieszkania do wynajęcia. Bezskutecznie. Kiedy potencjalny wynajmujący dowiaduje się, że są rodziną wielodzietną kończy rozmowę. - Do Warszawy nie mamy, po co wracać. Do Wałbrzycha tym bardziej. Zaczęliśmy od zera w nowym miejscu. Chcemy zostać na Podlasiu - mówi, Daria. Najstarszy syn chodzi już doi zerówki, pozostała trójka jest z mamą. Choć Piotr stracił pracę w Międzyrzecu, to szybko znalazł drugą w Siedlcach. Dojeżdża codziennie 80 kilometrów w dwie strony. Żyją na 20 metrach kwadratowych w nieocieplanym domku. Na ścianach widać zacieki, w środku jest chłodno. W kącie stoi piec kaflowy. - Palimy non stop i tak jest zimno - mówi Daria. Na oknie wisy ciemna zasłona. Za oknem, co chwilę przejeżdża tir, bo budynek stoi tuż przy drodze krajowej nr 2. w środku jest czysto, schludnie, ale skromnie. Żywa choinka przypomina jeszcze o ostatniej wigilii. Pod ścianą stoją dwie stare wersalki, na szafce telewizor. Dzieci bawią się i dokazują. Najmłodszy Pawełek tuli się mocno do mamy, bo właśnie się przebudził. Wysoccy strasznych warunkach spędzili już dwie wigilie. Cieszą się, że nie muszą spać pod mostem, ale umowa na wynajem skończyła się z początkiem roku. Na przedłużenie nie ma, co liczyć. Z dnia na dzień znów nie będą mieli gdzie się podziać.
Apel o pomoc
Jestem pod kreską, nie mam nawet na chleb dla dzieci – mówi Piotr Wysocki. Zwracamy się więc z prośbą do naszych czytelników o wsparcie, głownie żywności i ubrania. Cały czas ważą się losy dachu nad głową dla dzieci państwa Wysockich. Każdy kto w jakikolwiek sposób mógł by pomóc tej rodzinie proszony jest o kontakt z Panią Darią - telefon: 513 380 244, lub redaktorem Łukaszem Prusakiem - 660 661 093
Na zdjęciu rodzina państwa Wysockich. Od lewej Daria z najmłodszym synek Pawełkiem, syn Michał i pan Piotr. Na pierwszym planie najstarszy syn Kacper. Wysoccy mają jeszcze córkę Izę.
gościu,nie oczerniaj ich.na temat ośrodka pod Wysokim nie tylko oni żle się wyrażają,w gazetach nie raz był artykuł na jego temat i zawsze z tej złej strony.a rodzinie trzeba pomóc.a że pan Wysocki traci pracę,wszyscy wiemy jak teraz pracodawcy zatrudniają i płacą.
Ocen ten komentarz:
taki tam [2010-02-15 12:47:00]
wy "katolicy" potraficie człowieka zgnoić nie zastanawiacie się co piszecie nie znacie ich ja też nie miałem przyjemności ich poznać.nie musicie martwic się o przeżycie jak oni czy wiele innych ludzi,zapewne większość z was ma rodzinny dom ale czy tak naprawdę z pracowitości ? pisząc na forum trzeba się zastanowić po co to się robi czy was po prostu interesują sensację nie macie swoich wrażeń wystarczająco ? takim czy innym ludziom trzeba pomóc podnieść się z dołka a nie ich grzebać żywcem
Ocen ten komentarz:
witam znam bardzo dobrze wysockich nie wiem dlaczego obczerniajo fundacje w wysokim tu byli doprowadzeni że tak napiszę do kultury dzieci w wieku 5czy4lat miały ciemieniuchę były brudne na głowie wszy pani daria była bardzo zła gdy kontrolowano jo aby myła się i dzieci wychodziła na powietrze z dziećmi. pan piotr wolał kupić alkohol niż pampersy mleko lub witaminy dzieciom.
Ocen ten komentarz:
janku, jesteś pewien, że nie wydajesz zbyt pochopnych sądów?
Ocen ten komentarz:
cos mi tu "smierdzi". zwalniaja go po kolei z kazdej pracy, musi byc jakas przyczyna tego. albo chla, albo jest totalnym imbecylem.
Ocen ten komentarz:
współczuję bo sytuacja nieciekawa ale też to kolejny argument za tym aby ludzi edukować z zakresu stosowania środków antykoncepcyjnych i aby były one dla najuboższych w całości refundowane. czworo dzieci w zupełności wystarczy aby cieszyć się macierzyństwem.
Ocen ten komentarz: