Strona główna | Forum | Kontakt | Linki | Galeria | Okładki | O nas | Reklama | Archiwum |
WWW.E-WSPOLNOTA.COM | Jesteś tu: http://www.e-wspolnota.com Parczew   Historia    Parczew__Do_Petersburga_na_piechote-1624
Wspólnota » Parczew » Historia | Sobota, 04 grudnia 2010r. 12:30

Parczew: Do Petersburga na piechotę

Choć car go nie przyjął, Antoniemu i tak udało się wywalczyć zgodę na budowę kościoła...

Kto wie, że kościół „czerwony” w Podedwórzu zawdzięcza swoje istnienie między innymi Antoniemu Krawczukowi? W rodzinie Hołodów przekazuje się historię o tym, jak to dziadek Antoni poszedł na piechotę do Petersburga, żeby prosić cara o pozwolenie na budowę katolickiej świątyni.

Krawczukowie mieszkali w Opolu (Podedwórze było jeszcze wtedy Kolonią Opole). Nie mieli własnych dzieci, więc wzięli sobie na wychowanie chrzestną córkę Antoniego - później mamę Kazimierza Hołoda. Jak na owe czasy (przełom XIX/XX wieku) i człowieka „z ludu”, Antoni Krawczuk był człowiekiem światłym. Sam się nauczył czytać i pisać, grał na skrzypcach, był kontaktowy, potrafił wszystko załatwić. Żył bardzo dobrze z dziedzicami Zaleskimi. -Trudno powiedzieć, żeby się przyjaźnili - mówi pan Kazimierz. -Relacja chłop - dziedzic raczej tak nie wyglądała, ale pamiętam jeszcze, jak tamten przyjeżdżał do nas karetą. Przywoził okowitę, a dziadek wyciągał miód (śmiech). -W domu przez długi czas wisiał na ścianie obraz świętego Antoniego, który dziedziczka Zaleska przywiozła z Padwy - dodaje pani Halina Hołod.

Antoni był przy tym bardzo religijny, a sytuacja katolików w tym czasie - trudna. Zaborca rosyjski walczył z kościołem grecko- i rzymskokatolickim, narzucał prawosławie. W 1890 r. kościół w Opolu (pierwotnie była to kaplica grzebalna rodu Szlubowskich, którzy mieli dobra w okolicy) został przekazany Cerkwi prawosławnej, a ta i tak z niego nie korzystała. -Teściowa jako katoliczka - mówi pani Halina - ślub brała w Sosnowicy, tam ludzie chodzili na mszę (19 kilometrów) czy chrzcić dzieci.

Sytuacja zmieniła się w 1905 r., kiedy car wydał ukaz tolerancyjny zapewniający swobody religijne. Nie udało się jednak odzyskać od prawosławnych kościoła „białego”, postanowiono więc wybudować nowy. Potrzebna była delegacja, która udałaby się do cara po zezwolenie na tę budowę. I Antoni Krawczuk powiedział sobie, że musi to zrobić. Do Petersburga poszedł na piechotę (czasem ktoś go podwiózł) - jak wyszedł na wiosnę, to wrócił jesienią. -To było sto lat temu - mówi pan Kazimierz - komunikacja wyglądała zupełnie inaczej. W Dumie (rosyjski parlament) działało wtedy koło poselskie Polaków, był w nim Ludomir Dymsza, deputowany z tego okręgu. U niego Antoni się zatrzymał.

Do cara go nie wpuszczono. Ale najwyraźniej upierał się przy swoim, bo w końcu przyjęła go jego matka. Obiecała, że wstawi się za opolanami. „Wracaj do Polski, a ja syna uproszę. Daję ci słowo, że kościół będzie” - miała powiedzieć. I chyba uprosiła, bo car pozwolenie dał. Ale dla Antoniego wyprawa się jeszcze nie skończyła. W Petersburgu była frakcja, która nie chciała budowy tego kościoła. Zrobili zamach na Krawczuka, który nocował wtedy u Dymszy. Strzelili do niego przez okno, ale go nie trafili. Choć Hołodowie nie są zgodni co do tego, kto był sprawcą. Na pewno zamachowcy jechali konno, a przed wystrzałem padły słowa: „To przyszedł wróg z Polski”. Być może to sprawka bolszewików? Antoni był w Rosji prawdopodobnie w czasie, kiedy trwała rewolucja 1905-07 r. Po przegranej wojnie z Japończykami rozruchy przybrały tam na sile. -Dziadek zawsze powtarzał: „Już się rewolucja w Rosji szykowała” - mówi pan Kazimierz. A może tutejszy pop kogoś napuścił…? W każdym razie Antoni przeżył i wrócił do domu.
-Wiadomo, że to nie tylko dziadka zasługa - dodaje pan Kazimierz. -Dużo czynników wpłynęło na budowę kościoła, między innymi wojna rosyjsko-japońska i narastanie rewolucyjnej opozycji wobec cara. Tak, że zaczął się on trochę liczyć z Polakami i Kołem Polskim. Musiało być większe poparcie dla tej sprawy, bo wtedy nikt - a tutaj, w Opolu na pewno - z chłopem się nie liczył. Mimo tego, że gdyby tam nie poszedł, to może kościoła by nie było.

Kiedy już uzyskano pozwolenie, kościół zaczął powstawać bardzo szybko - zbudowano go w latach 1912-14. Notabene już podczas I wojny światowej stracił wieżę, została zestrzelona prawdopodobnie w 1916 r. -Na tym terenie były wtedy silne walki, na przykład w Rusiłach ocalały tylko 3 domy - mówi pan Kazimierz. -Cegły do budowy kościoła zwożono furmankami aż zza Wisznic, poszło ich chyba parę milionów. Chłopi podjęli uchwałę i też tę cegłę zwozili. A dróg wtedy nie było, tylko polne, i te żeleźniaki - wozy na żelaznych kołach. -Mówili, że jak taki wiózł 50 cegieł, to było już naprawdę ciężko - dodaje pani Halina. - A jeszcze, kiedy roztopy przyszły…

Na budowę potrzeba było masę pieniędzy. Cześć dawały dwory (m.in. dziedzic Zaleski, bo to była między innymi jego inicjatywa), ale resztę trzeba było kwestować. Do zbierania funduszy rada parafialna wybrała oficjalnie Antoniego Krawczuka. Jeździł po dworach, był nawet w Warszawie, zabiegał o pieniądze, gdzie mógł. Ale został potem posądzony o to, że coś z tego sobie przywłaszczył (-Chodziło chyba o jakiś żyrandol do kościoła - mówi pani Halina). Biskup, który akurat przyjechał do Opola, grzmiał na kazaniu na Krawczuka. Jego nie było wtedy w kościele, ale jak się tylko o tym dowiedział, dogonił biskupa, który był już za Rusiłami i wymógł na nim przeprosiny - w miejscu, w którym to powiedział. Wrócili do kościoła...

Po tej podróży do Petersburga Antoni się rozchorował, zaczęły mu odpadać palce (choroba Bűrgera). -Byłem dzieckiem - mówi pan Kazimierz - ale pamiętam, że czucia w nodze nie miał aż tak, że mógł sobie nożycami kości obcinać. Później już nie wstawał z łóżka. Mieszkaliśmy już wtedy w Podedwórzu, bo rodzice kupili tu ziemię, kiedy była parcelacja dworu. Dziadek przeniósł się razem z nimi. Zmarł niedługo po tym, kiedy w czasie II wojny przyszedł front i całe Podedwórze zostało zaminowane. Od wybuchu dom zruszył się tak, że drzwi nie można było domknąć. Spaliłby się w dodatku, gdyby nie dziadek - kuśtykając, ugasił kupę płonących szmat, która wtedy nadleciała. A ze ściany spadł i się potłukł obraz ze świętym Antonim Padewskim...

Marta Goździk

 


Oceń wagę artykułu

Ocena: 3.0/5 (Oddane glosy: 6)

Komentarzy (2)     Dodaj swoją opinię Czytano: (1105) razy.

 

Żaba [2011-02-04 17:36]

Dziecko naucz się najpierw historii, a później coś napisz, bo teraz to pleciesz bzdury. Np w 1905 roku nie było bolszewików w Petersburgu, w 1916 roku nie toczyły się walki w okolicy Rusił i Wisznic, bo wojna na tych terenach przetoczyła się latem 1915 roku,Duma nie była parlamentem rosyjskim, a kościół załatwili inni - poczytaj sobie pracę dr Tarasiuka o parafii w Opolu.



Ocen ten komentarz:

Ocena: 2.3/5 (Oddane glosy: 3)

 

jogi [2010-12-05 19:45]

No to tylko podziwiać Antoniego w około pół roku pieszo ponad dwa tysiące kilometrów (licząc w linii prostej) ALE BAJKI !!!!



Ocen ten komentarz:

Ocena: 3.3/5 (Oddane glosy: 6)

 

Skomentuj artykuł:
Imię/Nick:

Twój wpis:

Możesz wspisac jeszcze: znaków.


Proszę przepisać kod z powyższego obrazka:


Redakcja Internetowego Serwisu Informacyjnego e-wspolnota.com nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.



Aby dodać komentarz należy wypełnić wszystkie pola formularza.

2009 Projekt i wykonanie pawlusza | © Wydawnictwo Wspólnota - Mateusz Orzechowski stat4u