
Na elitarną „Szkołę Orląt” w Dęblinie nie miał szans. Ale przekonał dyrektora Państwowego Gimnazjum Męskiego im. Józefa I. Kraszewskiego w Białej Podlaskiej, żeby ten go przyjął. Na rozmowę pojechał rowerem – 47 km.
Południowe Podlasie wydało wielu znakomitych pilotów – uczestników II wojny światowej, w tym członków Dywizjonu 303. Jednym z nich jest Ludwik Kraszewski z Zaliszcza. Dla chłopaka z przedwojennej, podlaskiej wsi marzenie o byciu pilotem było trudne do zrealizowania. Pomogła… wojna. Ludwik Kraszewski urodził się w 1916 r. w Zaliszczu (dziś gmina Podedwórze), w 1923 r. rodzina przeprowadziła się do pobliskiej Puchowej Góry. Będąc dzieckiem, mógł obserwować na niebie samoloty latające w regularną trasę do Lublina – właśnie w tym czasie w Białej Podlaskiej powstała Podlaska Wytwórnia Samolotów. Na elitarną „Szkołę Orląt” w Dęblinie nie miał szans, nie dostał się do szkoły podoficerów w Koninie. Ale przekonał dyrektora Państwowego Gimnazjum Męskiego im. Józefa I. Kraszewskiego w Białej Podlaskiej, żeby ten go przyjął (na rozmowę pojechał rowerem – 47 km). Tam zapisał się do sekcji szybowcowej Aeroklubu PWS. Po maturze, w styczniu 1939 r. rozpoczął naukę w Szkole Podchorążych Lotnictwa w Warszawie (Grupa Techniczna – miał zostać inżynierem). Niestety, wybuchła II wojna światowa…
Po 17 września przez Rumunię i Liban dotarł do Francji (styczeń 1940 r.), a po jej kapitulacji – do Anglii. Tam, po początkowej przymusowej bezczynności, Polacy zaczęli się szkolić na pilotów, których brakowało. Po dwustopniowej nauce Kraszewski dostał przydział na myśliwce; treningi w powietrzu na samolotach Spitfire prowadzili uczestniczący już wcześniej w walce polscy piloci. Jako jeden z najlepszych kursantów miał prawo wyboru jednostki bojowej. 14 września 1942 r. otrzymał przydział do 303 Dywizjonu Myśliwskiego im. Tadeusza Kościuszki – już wtedy słynnego po „Bitwie o Anglię”. W tym czasie wojna toczyła się już na kontynencie, myśliwce były używane głównie do ochrony dywizjonów bombowych.
Szczęście mu sprzyjało. Kiedy wracał z misji operacyjnej nad Calais, w Spitfirze zgasły silniki. Wykorzystał wiedzę, że przy odpowiednim ustawieniu myśliwiec zachowuje się jak szybowiec. Przeleciał nad kanałem La Manche, ale klifów Dover nie zdołałby pokonać, wylądował ślizgiem na plaży. Okazało się potem, że wybrzeże w tym miejscu było gęsto zaminowane… W czerwcu 1944 roku jego samolot i on sam został poważnie trafiony. Tracił świadomość, żeby się uratować, musiał lądować natychmiast. Zmieścił się na niewielkiej łące, jak się okazało - między niemieckimi siłami ogniowymi a kanadyjskimi. Był dobrze widoczny, nie wiadomo dlaczego w tym momencie niemiecka artyleria zamilkła. Kanadyjczycy bez przeszkód odstawili go do szpitala.
W listopadzie 1944 r. otrzymał przydział do równie słynnego 302 Dywizjonu Myśliwskiego „Poznańskiego”. 30 września 1945 r. zakończył służbę i został skierowany do bazy w Blackpool. W ciągu 3 lat wylatał ponad 1100 godzin (głównie na Spitfirach), wykonał m.in. 153 loty bojowe. Pozostawieni po wojnie sami sobie polscy piloci imali się różnych zajęć. Kraszewski rozpoczął 3-letnią naukę – dotowaną po cichu przez brytyjski rząd - w Royal Technical College w Glasgow. Już jako inżynier-mechanik wyjechał do Kanady. Dziś mieszka w Oakville. Odznaczony został m. in. 3-krotnie Krzyżem Walecznych i 2-krotnie Medalem Lotniczym, ma stopień majora lotnictwa. Ostatni raz był w Polsce w 2007 r., na V Światowym Zjeździe Lotników. To ostatni, obok płk. Franciszka Kornickiego i kpt. Witolda Aleksandra Herbsta, żyjący pilot Dywizjonu 303.
Ocalić pamięć o bohaterach
Od 19 czerwca w Ośrodku Edukacji Regionalnej w Hołownie (gmina Podedwórze) czynna jest stała wystawa poświęcona Ludwikowi Kraszewskiemu. Przygotowana została przez Sławomira Hordejuka – regionalistę i prezesa Koła Miłośników Lotnictwa w Białej Podlaskiej. Członkowie koła starają się utrwalać pamięć o podlaskich lotnikach, choć ich pomysły nie zawsze mają oddźwięk. Upadła np. idea nadania imienia sierż. Stanisława Karubina (pilot dywizjonu 303, as lotnictwa myśliwskiego) szkole w Łosicach czy płk. Tadeusza Koca – szkole w Zalesiu niedaleko Białej Podlaskiej (zmarł w 2008 r., był ostatnim żyjącym dowódcą dywizjonu 303). - Brak u nas świadomości kapitału, jaki posiada region - mówi Hordejuk. –A np. w Woli Osowińskiej niedaleko Radzynia Podlaskiego (urodził się tam płk Zdzisław Krasnodębski, twórca Dywizjonu 303 i jego pierwszy dowódca) jest co roku międzynarodowa impreza - goście z Kanady, kompania reprezentacyjna Sił Powietrznych… Dlaczego by nie zrobić ścieżki dydaktycznej szlakiem dywizjonu 303 - od Woli Osowińskiej, przez Stoczek (chor. Aleksander Chudek), Zaliszcze, Białą Podlaską (por. Józef Jakub Górski) do Janowa Podlaskiego (kpt Zdzisław Bartoszuk)? Polscy piloci to byli ludzie wielkiego formatu, a do tego życiorys każdego z nich to gotowy scenariusz filmowy, nie trzeba niczego ubarwiać – dodaje regionalista.
Źródła: S. Hordejuk - „Z Zaliszcza do Dywizjonu 303”, Witold Liliental – „As For One Lifespan – it is a lot!”, Ontario 2000
Autor: Marta Goździk
Pański artykuł w wersji angielskiej dostałam od wymienionego w tekście Sławka Hordejuka z Białej Podlaskiej, nie wiedziałam, że wyszedł po polsku. Moje kondolencje z powodu pana Kraszewskiego. Mogę prosić o pański mail? Do mnie: martago@wp.pl
Ocen ten komentarz:
Witold Liliental [2012-01-30 14:42]
Ludwik Kraszewski zmarl 21 stycznia 2012 r. W niedziele 29 stycznia odbyla sie w Oakville, ON uroczystosc poswiecona Jego zyciu.
Ocen ten komentarz:
Witold Liliental [2012-01-30 14:40]
Pani cytuje moj artykul, ale w wersji przetlumaczonej na angielski. Czy moze mi Pani podac, GDZIE on byl tlumaczony, poniewaz ja napsialem go po polsku i byl drukowany w gazecie torontnskeij "Gazeta" w 2004 r. Bede bardzo wdzieczny za odpowiedz
Ocen ten komentarz:
Samolot Supermarine Spitfire ma jeden silnik więc nie mogły zgasnąć silniki tylko zgasł silnik...
Ocen ten komentarz: