
Trzynaścioro niepełnosprawnych dzieci z gminy Parczew uczęszcza od września do Szkoły Podstawowej w Kostrach (gm. Milanów). Rodzice muszą jednak sami dowozić swoje pociechy do placówki. Milanów nie może bowiem finansować dowozu dzieci z innej gminy, a Parczew uzasadnia, że może zapewnić edukację na swoim terenie.
W ubiegłym roku szkolnym nad małą szkołą wiejską w Kostrach zawisła groźba likwidacji. Chcąc uniknąć zamknięcia placówki, dyrekcja postanowiła rozszerzyć swoją ofertę edukacyjną o kształcenie dzieci niepełnosprawnych. W ten sposób szkoła stała się typową placówką integracyjną nie tylko dla dzieci z gminy Milanów, ale także Parczew. Z sąsiedniego miasta dojeżdża bowiem aż 13 uczniów z rozmaitymi trudnościami i deficytami.
Początkowo dowozem dzieci niepełnosprawnych z Parczewa do Kostr miała zająć się gmina Milanów. Jednak na posiedzeniu Komisji ds. oświaty, kultury, zdrowia i spraw socjalnych radni stwierdzili, że Milanów nie może finansować dowozu dzieci z innej gminy. - Przepisy mówią, że dowóz może opłacić ta gmina, z której dzieci pochodzą - powiedział Czesław Adamowicz, radny gminy Milanów, przewodniczący Komisji ds.oświaty, kultury, zdrowia i spraw socjalnych.
Szansę w rozwiązaniu problemu radny Adamowicz widzi w subwencji oświatowej, którą na dzieci niepełnosprawne otrzyma gmina Milanów z budżetu państwa. Subwencja wpłynie jednak dopiero w styczniu. Władze Milanowa i dyrekcja szkoły w Kostrach liczyła, że do tego czasu (przez 4 miesiące) dowóz dzieci wesprze finansowo gmina Parczew.
- Rodzicom chodziło przede wszystkim o nauczanie integracyjne. Parczew takich warunków nam nie stworzył przez wiele lat. Coś tam próbowano w "dwójce" zorganizować dla dzieci niepełnosprawnych, ale to jest indywidualne nauczanie, nie integracja. A "jedynka" w ogóle nie ma integracyjnej grupy. Chcemy, by nasze dzieci uczyły się i przebywały z dziećmi zdrowymi. W ten sposób się uspołeczniają - mówi Małgorzata Kling, matka 5-letniej Wiktorii, uczennicy szkoły w Kostrach. Obecnie pani Małgorzata, jak również pozostali rodzice, dowożą swoje dzieci na własny koszt. - Wiadomo, że jest to obciążenie dla każdego domu. Była też mama z Miłkowa, która dowoziła dzieci do Kostr, ale zrezygnowała, bo za drogo to wychodziło. Parczew zamiast pomóc dzieciom w edukacji, to jeszcze nam utrudnia. Nie są ważne potrzeby dziecka, tylko pieniądze - mówi Małgorzata Kling.
Więcej w papierowym wydaniu Wspólnoty
matka niepelnosprawnego [2011-12-19 18:26]
Cytat:,,Jak dam jednemu to reszta tez zechce...,,
Ocen ten komentarz:
wstydz sie parczew [2011-12-06 22:47]
masz krzyż przed urzędem ,a diabła w urzędzie, zero obywatelskiej postawy ,nic dziwnego ,że parczew przy Radzyniu wygląda ,jak biedne głupie dziecko ,nie rozumiecie o co w tym wszystkim chodzi ,poplątane urzędniki ,w sam raz na białorusi jest wasze miejsce
Ocen ten komentarz: