
W numerze 20 Wspólnoty Radzyńskiej opisaliśmy wspomnienia Zygmunta Pietrzaka o rodzinie Prejznerów. Wspomnieliśmy również, że w latach 20. w okresie II Rzeczpospolitej XX wieku w Radzyniu były trzy rodziny, które należały do elity, śmietanki radzyńskiej: Prejznerów, Rossowskich i Sitkowskich. Dziś zamieszczamy wspomnienia Alicji Stradczuk- Twardowskiej o rodzinie Rossowskich.
Zofia i Tadeusz Rossowscy przyjechali do Radzynia w początkach lat 20. XX wieku prawdopodobnie dlatego, że Tadeusz Rossowski otrzymał pracę w starostwie radzyńskim. Młode małżeństwo z malutkim synkiem przybyło ze Lwowa. Tam urodził się Tadeusz Rossowski – i tam mieszkała jego liczna rodzina, m.in. był blisko spokrewniony z poetą i pisarzem Stanisławem Rossowskim, malarzem Władysławem Rossowskim, a także drukarzem Janem Rossowskim. Tadeusz z wykształcenia prawnik miał zdolności plastyczne, a jako amator grał dobrze na skrzypcach i pięknie śpiewał tenorem. Jego żona Zofia ukończyła Lwowski Instytut Muzyczny, sekcję nauczycielską, a na świadectwie napisano jej: „Zofia Rossowska jest uzdolniona do samoistnego nauczania gry na fortepianie w seminariach nauczycielskich i szkołach średnich”. Od samego początku Rossowscy wraz z rodziną Prejznerów i Sitkowskich tworzyli kulturę Radzynia. Nie było koncertu, uroczystości bez Zofii i Tadeusza Rossowskich. Pani Zofia akompaniowała we wszystkich potrzebnych okolicznościach, grała w kwintecie, koncertowała solo, a także grali różne role teatralne w przedstawieniach. Nie zapominajmy o tym, że w latach 20. aż do samej wojny zapraszano do Radzynia wybitne sławy, które często muzykowały z miejscowymi artystami. A zatem poziom radzyńskich artystów był bardzo wysoki, skoro odważyli się zmierzyć ze skrzypaczką Ireną Dubiską, pianistą Bolesławem Konem – laureatem II nagrody III Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. F. Chopina. Ponadto do Radzynia przyjeżdżał przed wojną wybitny pianista Karol Małcużyński, wielu znanych śpiewaków i innych artystów. Oprócz muzyki królowały też jasełka, teatr dramatyczny, festyny, na których nigdy nie zabrakło muzyki.
Matka pani Alicji opiekowała się Rossowskimi i
odziedziczyła po nich dom
Kontakty mojej rodziny z Rossowskimi sięgają czasów przedwojennych – wspomina pani Alicja Stradczuk- Twardowska - Wiem, że mój wujek Stanisław uczył się gry na skrzypcach u Tadeusza Rossowskiego. I mimo że skończył w Poznaniu studia leśnicze, została mu miłość do muzyki na całe życie. Muzyka w naszej rodzinie była ważnym elementem życia. Mój ojciec grał na akordeonie, wujek Zdzisław pięknie śpiewał. Mój brat Krzysiek, mieszkający w Radzyniu, także swoje życie częściowo związał z muzyką. Gdy ja zaczęłam się uczyć muzyki, wszelkie rodzinne uroczystości wspierały popisy Rossowskich i naszej rodziny – dodaje pani Alicja, której matka w latach 60., jako chrzestna córka Zofii Rossowskiej czuła się zobligowana do opiekowania się nimi oraz zamieszkałą z nimi Jadwigą Sitkowską, wdową po doktorze Stanisławie Sitkowskim. - Wtedy wokół nich nie było nikogo bliskiego, dawni uczniowie Zofii Rossowskiej wyjechali do wielkich miast. A jedyny ich syn Tadzio, który tuż przed wojną kończył studia i także pięknie grał na skrzypcach - zginął na początku okupacji z rąk hitlerowców, bo działał w ruchu oporu. Ich rodzina została w dawnej Galicji, ale nikt nigdy się tym nie interesował – opowiada pani Twardowska. Po śmierci Tadeusza Rossowskiego rodzina pani Alicji, na prośbę Zofii Rossowskiej przeniosła się do ich domu na ul. Partyzantów, niedaleko „Prejznerówki” - Pani Zofia notarialnie, w pełni władz umysłowych zapisała ten dom moim rodzicom w dowód wdzięczności za opiekę. Obecnie mieszka tam moja matka. Oboje Rossowscy byli ludźmi bezgranicznie uczciwymi, a zatem i naiwnymi. Zanim wkroczyła moja mama z uporządkowaniem ich życia – przybywali do nich jacyś dziwni ludzie, pod pretekstem przywiezienia cielęciny, ziemniaków lub byli to zwykli wyłudzacze – odebrali im wszystko to, co ocalało z czasów przedwojennych: porcelanę, srebra i inne cenne przedmioty. Co więcej, w XIX-wieczne czasopisma „Świat”, które były bezcenne pod względem edytorskim i historycznym, owi złodzieje i prostacy zawijali cielęcinę, a nuty Chopina w twardej oprawie brali na wieś na tzw. rozpałkę. Moja mama położyła temu kres. Dlatego mamy chociaż kilka portretów i zdjęć jako rodzinne pamiątki.– wspomina rodzinę Rossowskich.
Zofia Rossowska uczyła młodzież grać na fortepianie
Pani Alicja bardzo dobrze pamięta Zofię Rossowską, bardzo uzdolniona muzycznie, która dawała lekcje gry na fortepianie. - Do ulubionych uczennic Zofii należała Zosia Czerepińska, nasza sąsiadka. Mieszkaliśmy wówczas w domu Jana Mojzycha przy ulicy Międzyrzeckiej. Całe dzieciństwo i plejada różnych osobistości przechodziła przez ówczesne radzyńskie życie. Kiedy Zośka Czerepińska ćwiczyła, ja przez okno z przyklejonym nosem do szyby jej pokoju, patrzyłam z zazdrością na jej fortepian. W końcu Zofia Rossowska powiedziała do mojej mamy: Halinko, przyprowadź Alicję, spróbuję ja uczyć grać. Najpiękniejszym dla mnie przeżyciem były coroczne popisy uczniów, czyli nasze występy i przepiękne gawędy mojej pani profesor o Lwowie, o artystach, o przedwojennej działalności, przy czym mówiła wszystko z wielkim poczuciem humoru, egzaltacją i urokiem osobistym – wspomina pani Alicja, która o Zofii Rossowskiej mówi - Była wielką damą, znającą kilka języków. Poza tym była kobietą piękną, zgrabną, zawsze gustownie ubraną. Nic więc dziwnego, że Tadeusz Prejzner mówił, że była jedną z najważniejszych kobiet w jego życiu. Ja – oprócz gry na fortepianie, akompaniowałam Tadeuszowi Rossowskiemu, który albo grał na skrzypcach, albo śpiewał pieśni Karłowicza, fragmenty z operetek. Jako publiczność byli obecni nasi rodzice, ciocia Amelia (z Prejznerów), Leokadia Prejzner (matka Tadeusza Prejznera), Jadwiga Sitkowska i kilka znajomych osób. A moja mama z tej okazji piekła ciasteczka na poczęstunek – dodaje pani Twardowska.
Po śmierci Tadeusza Rossowskiego w Radzyniu zrobiło się pusto
Po kilku latach uczniowie państwa Rossowskich zaczęli się wykruszać. Jedni wyjeżdżali na studia, a nowi uczyli się w Ognisku Muzycznym, które powstało w Radzyniu. Zaś Rossowscy byli coraz starsi. W 1970 roku zmarł Tadeusz Rossowski. - Była to zima, straszny mróz. Mimo tego mrozu piękną mowę nad grobem wygłosił Mieczysław Stagrowski, który dobrze pamiętał ich przedwojenną działalność. Po śmierci Tadeusza Rossowskiego, a wcześniej - Jadwigi Sitkowskiej (1968 r.) zaczęło robić się pusto. W 1971 roku wyjechałam najpierw do Lublina do średniej szkoły muzycznej, a potem na studia do Warszawy. W powojennym pokoleniu – byłam pierwszą osobą z Radzynia, która ukończyła wyższe studia muzyczne – mówi pani Alicja Stradczuk- Twardowska - Trudno uwierzyć, ale im więcej przybywa mi lat, tym bardziej tęsknię do tamtych ludzi i tamtych czasów. Albowiem to wszystko, co wtedy przeżywałam, czym żyłam wywarło ogromny wpływ na moje dalsze wybory i na moje życie. I chociaż mieszkam w Warszawie, jestem dumna z mojej radzyńskiej przeszłości, którą tak wspaniale rozwija mój już prawie jedyny łącznik z ową przeszłością, niestrudzony Zygmunt Pietrzak – dodaje na zakończenie.
FOTO:
Zachowało się kilka zdjęć rodziny Rossowskich m.in. portret Tadeusza i Zofii z czasów młodości
Coś tu mi czosnkiem za bardzo pachnie!
Ocen ten komentarz:
Coś tu mi czosnkiem za bardzo pachnie!
Ocen ten komentarz:
wprowadzam poprawke, gdyz po dokladniejszych poszukiwaniach mojej rodziny zorientowalam sie, ze Tadeusz Prejzner (ur. 1925) o ktorym wspomnialam nie byl moim dziadkiem, lecz kuzynem mojej matki Natalii - moj dziadek tez nazywal sie Tadeusz Prejzner, ale urodzil sie w 1903.
Ocen ten komentarz:
ROWNIEZ, jestem zainteresowana kontaktem z osobami ktore znaly Tedeusza PREJZNER, oraz jego najblizsza rodzine - aniamic@hotmail.com
Ocen ten komentarz:
bylabym bardzo szczesliwa gdybym mogla nawiazac kontakt z Pania Alicja Stradczuk-Twardowska - jestem wnuczka Tadeusza Prejznera o ktorym wspomina Pani Maria - moj e-adres: aniamic@hotmail.com
Ocen ten komentarz: