
Autor: Agnieszka Biernacka - Kiewel
Pan Ryszard Matysiewicz przez wiele lat był nauczycielem przedmiotów zawodowych w radzyńskim Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych. Kiedy na początku nowego tysiąclecia przeszedł na emeryturę nie mógł usiedzieć na miejscu, tym bardziej, że od zawsze był zapalonym podróżnikiem. To on planował i organizował wycieczki dla młodzieży, to on prężnie promował turystykę wśród swoich podopiecznych, to od niego- tym bakcylem- zaraziło się kolejne pokolenie zapaleńców turystyki krajowej. Teraz pan Ryszard zyskał mnóstwo wolnego czasu i nie było mowy, aby spędzać go zupełnie biernie. Postanowił zrealizować swoje wielkie marzenie o jachcie. - Od zawsze chciałem być skipperem- mówi.- Wyjechałem na pół roku do Stanów, aby tam na niego zarobić. Przywiózł trochę gotówki, ale wtedy jachtu nie kupił. Wpadła mu do głowy zupełnie inna, jak się okazało, genialna idee. Czyżby w Stanach pieniądze, a raczej pomysły, leżały na ulicy? Coś w tym jest. Kiedy wraz z bratem jeździł po obcym kraju, jak każdy przyjezdny rozglądał się za pamiątkami. W oko wpadła mu jedna, jakże ciekawa, przydatna i bardzo tania. To były magnesy na lodówkę, kosztujące wtedy około dwóch dolarów za sztukę- opowiada, pokazując ten z wizerunkiem Jana Pawła II. Kupił kilka, ale jeszcze nie z myślą, że kiedyś w Polsce sam będzie ich producentem. Kiedy wrócił do ojczyzny, pytał tu i ta, w większych turystycznych miastach i zakątkach, czy są tego rodzaju pamiątki. Okazało się, że absolutnie nie. Myśl, że może by w Polsce coś takiego się przyjęło i wypełniło jakąś lukę na rynku, zaświtała mu dopiero po roku. Wtedy zaczęły się schody. - Nie było to takie proste- mówi.- Trzeba było skonstruować maszynę i obmyślić cały proces technologiczny, nie mówiąc już o dystrybucji. Pan Ryszard odświeżył kontakt ze swoim znajomym z Puław, inżynierem, wieloletnim pracownikiem Zakładów Azotowych.- Stefan masz okazję się wykazać- powiedziałem, jak zajechałem. Przedstawił mu swój pomysł, a on- człowiek już też na emeryturze- podjął wyzwanie. – Mój sukces to jego wielka zasługa- dodaje nasz rozmówca.- Trafiłem na takiego człowieka, który potrafił wykonać maszynę, a jego pierwszy i tysięczny są identyczne. Do dzisiaj magnesy tłoczą w Puławach.
Jak się poluje na dobre ujęcie?
Pomysł okazał się trafionym, a dystrybucja nie okazała się takim strasznym zadaniem. Krótko po wejściu na rynek znalazła się firma, z którą pan Ryszard podpisał niezbędne umowy. To ona zbiera zamówienia i rozprowadza towar, co odciąża producenta od koniecznej biurokracji i myśleniu o niezapłaconych na czas fakturach. Ten czas byłby dla pana Ryszarda straconym. On woli brać aparat, wsiadać w samochód, najlepiej z żoną Haliną przy boku i ruszać w Polskę, w poszukiwaniu świetnych plenerów i miejsc do fotografowania, aby potem te zdjęcia umieszczać na swoich magnesach. – Ta praca to pasja, to sama przyjemność- dodaje z uśmiechem na ustach. Widać, że wyprawy sprawiają mu niekłamana radość. Pamięta, jak „polował” na dobre ujęcie tatrzańskiej Doliny Pięciu Stawów. – Jak się w schronisku dowiedzieli, co i po co będę robił, dali mi pokój z najlepszym widokiem. Nasze Tatry są z południowej strony, więc zdjęcie tego miejsca nigdy nie jest dobre. Pojechał tam jednak 20 czerwca, aby słońce wstawało w miarę wcześnie. Siedział z aparatem kilka godzin, szukając odpowiedniego światła, kolorystyki, ujęcia. Choć wstał bardzo wcześnie, to jedno idealne zdjęcie udało mu się zrobić około 9.00. - Do dziś w tym schronisku można kupić moje magnesy z tym ujęciem- chwali się. Jednak, aby zrobić dobre zdjęcie np. Wilanowa musiał trzy razy pojechać, obejrzeć, zadecydować, jaką porę dnia wybrać, aby świat realny odwzorować na magnesie perfekcyjne. – Najlepsze zdjęcia obiektów budowlanych wychodzą w końcu kwietnia i w maju.- mówi.- Wtedy już na drzewach są zielone pąki liści, a jeszcze nie są na tyle rozwinięte, aby zasłaniać kadr.
Pan Ryszard chodzi też po antykwariatach. Tam można też znaleźć fotografie, czy obrazy tzw. perełki, które świetnie nadają się na przedstawienia ich w formie magnesów. Pokazuje mi nawet zdjęcie starego krakowskiego rynku z 1919 roku, o tyle unikatowe, że ma znaczek pomimo, że z logo Poczty Polskiej, to płacony w walucie austrowęgierskiej. – Pomysły muszę mieć zawsze- stwierdza, nic a nic nie znudzony swoim zajęciem.
Odmówił Muzeum w Monachium
Dość często prace wykonuje na zamówienie. Tak jest w przypadku np. muzeów, które proszą go o wykonanie magnesów-gadżetów reklamujących kolejne wystawy. Właśnie teraz wykonuje dla Muzeum Narodowego w Warszawie, gdzie odbyć się ma wystawa malarstwa niemieckiego. – Oni mi zdjęcia przysyłają, ale dogłębnie wnikają w proces wytworzenia. Musi być bardzo wierne odwzorowanie z obrazu oryginału, odpowiednia kolorystyka, widoczność ważnych detali.- wymienia. Ale to dla niego kolejne wyzwanie. Miałby świetne zlecenie z Muzeum w Monachium, które samo go odszukało, jednak nie podjął się tego zadania. – Oni chcieli troszkę zmienić te moje magnesy, mieli swoją wizję i wytyczne, co do kształtu, więc zrezygnowałem- opowiada. – Musielibyśmy odłożyć tą pracę, którą mamy na około rok, aby skonstruować inną kolejną maszynę. Ale to miłe, że nawet z zagranicy przysyłają zapytania.
Pytany, czy nie chciałby opatentować swojego, jakby niebyło, wynalazku odpowiada, że nie jest to warte zajmowania się tym i ceny. – Wystarczy, że ktoś zrobi inne wymiary, zmieni niuanse, a patent już nie jest przydatny. Oczywiście pojawiają się osoby, które magnesy próbują robić, ale ich wytwory nie takie trwałe jak nasze.- dodaje.
Choć wtedy 7 lat temu za zarobione w Stanach pieniądze nie kupił jachtu, kupił go z zysku wypracowanego we własnej firmie. Ma go wspólnie z innymi zapaleńcami żeglowania z Sekcji Żeglarskiej „Korab” działającej przy Radzyńskim Ośrodku Kultury i Rekreacji.
MagnesyNaLodowke.eu [2011-04-04 10:16]
Witam, Zapraszam do naszego sklepu internetowego: www.magnesyNaLodowke.eu FOTO jakość - szybkie terminy realizacji. Projekt magnesów ZA DARMO. /MagnesyNaLodowke.eu
Ocen ten komentarz: