
Zbigniew Broński był głodzony, wielokrotnie bity, torturowany, kopany butem okutym w blachę. Nie było tam łóżek do spania. Osadzeni spali na kożuchach i tymi kożuchami się przykrywali.
Pani Jolanta Brońska, żona pana Zbigniewa Brońskiego żołnierza AK ps: "Strumień", który był stryjecznym bratem kpt. Zdzisława "Uskoka" Brońskiego opowiada o represjach, jakie ciążyły na "Uskoku" W naszej rozmowie Pani Brońska wspomina, że zarówno jej mąż, jaki i kpt. "Uskok" musieli się na każdym kroku pilnować, ponieważ mieli bardzo dużo wrogów. Gdziekolwiek się tylko pojawiali, ich oprawcy już o tym wiedzieli, znali każdy ich krok, każde posunięcie.
Pani Jolanta Brońska wspomina, że jej mąż Zbigniew trafił do kryminału na około 8 miesięcy tylko dlatego, że miał na nazwisko Broński. Zgodnie z dokumentami będącymi w posiadaniu pani Jolanty Brońskiej : "Zbigniew Broński pozostawał pod zarzutem popełnienia czynów: z art.1 Dekretu PKWN z 30.10.1944r. o ochronie Państwa za udział w związku zbrojnym oraz art.86 Dekretu PKWN z 23.09.1944r. Kodeks Karny Wojska Polskiego za usiłowanie dokonania zamachu na organa władzy i obalenia ustroju".
Przebywał tymczasowo w areszcie Informacji Wojskowej więzienia "na Probostwie" w Lublinie od 27 listopada1945r., gdzie według relacji jego żony panowały nieludzkie warunki, był głodzony, wielokrotnie bity, torturowany, kopany butem okutym w blachę. Nie było tam łóżek do spania. Osadzeni spali na kożuchach i tymi kożuchami się przykrywali. Zamiast poduszek mieli pod głowami swoje własne buty. Zbigniew Broński trafił w czasie pobytu tam, do karceru, ponieważ nie przyznał się do kontaktów z kpt. Zdzisławem "Uskokiem" Brońskim. Wiedział co, go tam czeka. "Walił pięściami we drzwi", żeby zasygnalizować swoją obecność, w przeciwnym razie, nikt nie wiedziałby, że on tam jest i nie zauważyliby, gdyby umarł. Dzięki temu udało mu się ocaleć.
"Strumień" myślał w każdej chwili nie o życiu, tylko o śmierci, według relacji jego żony pani Jolanty Brońskiej. Gdy z "Probostwa" przenieśli ich na Zamek Lubelski dnia 01.02.1946 to ludzie nie poznawali ich, byli pobici, zarośnięci, brudni. Na Zamku przebywał do 19.07.1946r.
Kapitan Broński "Uskok" ukrywając się w bunkrze, był świadomy problemów jakie może przysporzyć swoimi działaniami w przyszłości rodzinie. Napisał o tym w swoim pamiętniku:
" Moja kochana rodzina ma przeze mnie masę utrapienia! Nie wiem, jak ocenić stopień mojej winy w tym wypadku, ale fakt ten przysparza mi zmartwienia i niejednokrotnie odczuwam niemalże wyrzuty sumienia...Przykro mi bardzo, że rodzina cierpi, lecz nie wierzę, by o to do mnie miała żal. Nie wierzę, by moje postępowanie było w rodzinie błędnie ocenione. Cierpimy za sprawą ważniejszą od spraw rodzinnych."
Pan Zbigniew Broński zmarł 27.05.2005r. Dla pani Jolanty Brońskiej "Uskok" był człowiekiem szanowanym przez miejscowych ludzi i uważany jest po dziś dzień za bohatera.