Strona główna | Forum | Kontakt | Linki | Galeria | Okładki | O nas | Reklama | Archiwum |
WWW.E-WSPOLNOTA.COM | Dziś jest Środa, 23 maja 2012r. 05:31
Wspólnota » Region » Historia | Sobota, 28 stycznia 2012r. 11:58

"Zabijali za znalezienie żydowskiego dziecka"

Okrucieństwo niemieckie wobec Żydów nie miało granic. Z rąk hitlerowców ginęły zarówno matki, jak i kilkumiesięczne dzieci. Czasami dzieciom udawało się uciec lub ukryć w stosie martwych ciał dorosłych.

Podczas likwidacji getta żelechowskiego zagnano wszystkich Żydów na stary cmentarz, a stamtąd na stację w Sobolewie. Mój brat Lejbele z kilkoma znajomymi uciekli wtedy do nas do dworu i zostali z nami przez kilka tygodni, aż wysiedlenie i tutaj ich dosięgło. Młodsza siostra naszego ojca Machla ukryła się z dwojgiem malutkich dzieci i kilkoma Żydami w jakimś domu w Żelechowie. Leżeli tam w największym napięciu i ciszy, aby Niemcy ich nie usłyszeli i nie wykryli. Nagle dwumiesięczne dziecko Machli rozpłakało się. Płacz maleństwa mógł ich wydać, co równało się śmierci! Po dwóch dniach tej męki Niemcy wykryli kryjówkę. Wyprowadzili wszystkich, tylko pięcioletnia córeczka cioci została w jakimś ciemnym kącie niezauważona. Po kilku godzinach wyszła na dwór, rozejrzała się i pobiegła daleko od tego domu do znajomych Polaków. Zapytała ich o drogę do Woli Okrzejskiej, bo wiedziała, że tam jesteśmy. I znów przebiegła sama szmat drogi, aż udało się jej nas odnaleźć. Zdumieni i przerażeni ujrzeliśmy ją wchodzącą do warsztatu. Niemcy zabijali natychmiast za znalezienie żydowskiego dziecka we dworze. Ukryliśmy ją pod stołem, przy którym pracowaliśmy. Dziewczynka przesiedziała tam cichutko do wieczora. Po ukończeniu pracy zabraliśmy ją ze sobą do bloku. Obecność dziewczynki przesądziła los naszej matki, która nie chciała jej zostawić i próbować ucieczki wraz z nami. Uciekać z dzieckiem było bardzo trudno i niebezpiecznie. Poszły, więc z Lejbusiem i resztą Żydów do getta w Łukowie. Również matka Abrama nie chcąc się z nimi rozłączyć poszła także do Łukowa. W czasie ich pobytu w getcie w Łukowie wymienialiśmy między sobą listy za pośrednictwem polskiego kolegi szkolnego Abrama, Stelmacha. W ostatnim swym liście Lejbele napisał te oto słowa: "Drogi ojcze skończyła się nam cała żywność, nie mamy więcej, z czego żyć, ratuj nas!" Ojciec pobiegł z tym listem do właścicieli dworu volksdeutschów. Przyrzekli, że do soboty zrobią coś, aby ich wydostać z getta i sprowadzić do dworu. Ale w tę sobotę wywieziono ich do Treblinki!

Wielu Żydów, którzy uciekli z getta warszawskiego, żelechowskiego, Leopoldowa i innych do Okrzei, Niemcy nazwali obcymi i zakazali przebywać im na tym terenie. Pewnego dnia latem 1942 r. rozkazali wszystkim Żydom zebrać się na rynku w centrum wsi i wysegregowali spośród nich 96 obcych. Wyznaczonym na śmierć kazali rozebrać się do naga i rozstrzelali ich na oczach pozostałych. Miejscowi Żydzi mieli zaświadczenia o zezwoleniu na pracę we dworze i pozwolono im potem wrócić do domów. Jednemu tylko udało się tego dnia uratować z tego mordu. Arie Perel ogłuszony hukiem wystrzału upadł na ziemię, kula jednak w niego nie trafiła. Po odejściu Niemców wstał nago ze stosu trupów i uciekł polem do lasu. Arie ze swą żoną Bronią i małym dzieckiem Chaimkiem, którzy ukrywali się u polskiej rodziny Stachurskich w Leopoldowie w okolicy Okrzei przeżyli wojnę. Między rozstrzelanymi tego dnia znaleźli się też dziadkowie Abrama i Chany, rodzice ich zmarłego przed wojną ojca - Szmuel Leizer i Golda Leja Hurman. Nazajutrz Niemcy zajechali do dworu po ludzi do załadowania trupów na wozy. Polacy na rozkaz Niemców wywieźli te zwłoki do wspólnego dołu w Okrzei. Złapani Żydzi musieli przedtem wykopać ten dół w pobliżu kopca pamięci Henryka Sienkiewicza. Abram był między tymi, których Niemcy wzięli do uprzątnięcia zabitych. Znalazł wśród trupów sześcioletniego chłopca, którego cudem kula nie trafiła. Zabrał go ze sobą do dworu. Jednak chłopak nie doczekał końca wojny, umarł na gruźlicę, której nabawił się w strasznych warunkach i z zaniedbania. W dniu wyzwolenia jechał ze mną na furmance do Żelechowa. Odezwał się wtedy do mnie słabym, smutnym głosem: "Widzisz Sonia, przeżyłem najgorsze okropności tej wojny, a teraz umrę na gruźlicę...". Niestety była to gorzka prawda. Płaczę do dziś, gdy go wspominam. Nazywał się Grynblat, imienia już nie pamiętam...

 


Oceń wagę artykułu

Ocena: 2.0/5 (Oddane glosy: 1)

Komentarzy (2)     Dodaj swoją opinię Czytano: (214) razy.

 

do poprzednika [2012-01-30 13:57]

a kim byli Polacy wydający Żydów, biorący udział w obławach, szmalcownicy i granatowi policjanci?



Ocen ten komentarz:

Ocena: 2.0/5 (Oddane glosy: 1)

 

gabi [2012-01-28 18:25]

każdy człowiek jest człowiekiem...i ten biały i ten czarny... i ten co urodził się katolikiem i ten co urodził się żydem...



Ocen ten komentarz:

Ocena: 3.0/5 (Oddane glosy: 1)

 

Skomentuj artykuł:
Imię/Nick:

Twój wpis:

Możesz wspisac jeszcze: znaków.


Proszę przepisać kod z powyższego obrazka:


Redakcja Internetowego Serwisu Informacyjnego e-wspolnota.com nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.



Aby dodać komentarz należy wypełnić wszystkie pola formularza.

2009 Projekt i wykonanie pawlusza | © Wydawnictwo Wspólnota - Mateusz Orzechowski stat4u