
Jolancie Kuś ze Świerży ktoś podrzucił dwa psy. Teraz szuka dla nich domu. Czytelniczka poprosiła też redakcję o sprawdzenie, jaka jest polityka gminy Wohyń wobec bezpańskich czworonogów.
Pierwszego psa pani Jolanta otrzymała 8 lutego późnym popołudniem, drugi pojawił się w jej gospodarstwie 11 lutego w nocy.
- Obydwa są z tego samego miotu, tej sama maści. Nie mam pojęcia, kto mi je podrzucił. Mieszkamy tu od niedawna, Świerże są rozrzucone i nie znam wszystkich. Pytałam już listonosza, czy nie widział u kogoś takiej suki lub psa. Weterynarz poinformował mnie, że szczeniaki mają góra trzy miesiące. Wyglądają na „rodzeństwo”. Nie chcę, ich oddawać do schroniska, bo byłam przez wiele lat wolontariuszką w schronisku i wiem, jak to wygląda. Tym bardziej, że te psy są przepiękne. Chciałbym je oddać w dobre ręce – mówi pani Jolanta.
Nasza Czytelniczka w przeszłości miała już podobną sytuację.
- To było dwa lata temu. Ktoś wyrzucił z samochodu psa. Ponieważ mieszkamy przy drodze powiatowej i gminnej, więc pierwszy dom, który zwierzę napotkało, był nasz. Pies zaczął kręcić się przed bramą. Obdzwoniłam weterynarza powiatowego, gminę, dzielnicowego, wszędzie, gdzie tylko mogłam. Każdy odsyłał mnie od Annasza do Kajfasza – tłumaczy.
Pani Kuś, twierdzi, jakoby jeden z urzędników gminy miał jej w tamtym czasie powiedzieć następujące słowa: „Takie sprawy to się załatwia „przy pomocy łopaty - po swojemu”, a nie angażuje gminę.”
- Po wielokrotnych telefonach i rozmowach, czwartego dnia od zdarzenia przyjechał pan ze schroniska, chyba w Lubartowie i wziął tego psa. Ja po porostu nie mogłam go przygarnąć, bo i tak mieliśmy w tamtym czasie dwa psy – tłumaczy pani Jolanta.
Wtedy, za wysłanie psa do schroniska gmina zapłaciła 700 zł. Dziś koszt tej samej usługi byłby wyższy.
- Dla mnie to jest niezrozumiałe, że nie ma lekcji w szkołach, że ksiądz nie mówi o tym, jak się ohydnie obchodzą ludzie ze zwierzętami. Krowa, świnia to jest świętość na wsi, nie rozumiem, dlaczego psy i koty traktuje się inaczej –oburzona się pani Kuś.
Nasza Czytelniczka liczy, że uda jej się znaleźć opiekunów dla psów, które podrzucono na jej posesję z początkiem lutego. Nie chce jednak angażować w tę sprawę gminy.
- Zniechęciłam się do informowania o porzuconych psach gminę, bo masa ludzi, mieszkańców, z którymi znam się na „dzień dobry” mówiło mi wtedy, że gmina, przez moje „fanaberie” straciła 700 zł z budżetu – opowiada.
Lucyna Panasiuk
Agnieszka F. [2011-07-08 12:28]
Śliczne są te szczeniaki! Obecnie sama mam dylemat z psem porzuconym w mojej miejscowości ( Jerka, woj. wielkopolskie, gm. kościan ) pod sklepem, wyrzuconym prawdopodobnie z samochodu. Pies jest rasowym foxterrierem, widać, że jest wystraszony sytuacją, nie rusza się z miejsca, w którym go wyrzucono. Oprócz tego pies jest przyjazny i sympatyczny, pozwala się bez problemu głaskać i dotykać. Niestety mam już 2 psy przygarnięte z ulicy i nie mogę pozwolić sobie na kolejnego, więc obecnie myślę jak mogę mu pomóc i znaleźć dla biedaka inny dom! Jeżeli ktoś byłby w stanie pomóc, byłabym wdzięczna. dane kontaktowe: agnieszka.feld@gmail.com
Ocen ten komentarz:
Najczęściej właśnie w takich przypadkach dzwonią do lekarza weterynarii lub powiatowego lek. wet. co jest błędem. Oni się tym nie zajmują. W takich sprawach dzwonić powinno się na policję lub straż miejską. Oni muszą usunąć takie zwierzę. Najczęściej wzywają kogoś ze schroniska. Lekarz tylko leczy zwierzęta a powiatowy jest od zwalczania chorób zakaźnych a nie usuwania niepotrzebnych zwierząt. Podejrzewam, że powiecie że policja bagatelizuje takie sprawy i ma to gdzieś. Pewnie tak jest. Ale to ich obowiązek. Mogą wezwać straż, hycla, kogo chcą. Ich problem. My możemy się bać psa. Albo bać się o swoje dzieci.
Ocen ten komentarz:
no bo nie chcą [2011-02-25 13:44]
bo tego jest za dużo, a że utrzymanie psa kosztuje dodatkowo a s*ka rodzi dwa mioty w roku to lepiej ją wyrzucić z domu niż problem rozwiązać. Mój brat ma s*kę i psa i raz je rozmnożył bo znajomi chcieli szczeniaki a jak się urodziły to tylko jeden znalazł dom a z resztą był problem. Po tym wszystkim od razu wysterylizował s*kę i teraz ma spokój i nie musi się martwić o to co zrobić z niechcianymi szczeniakami.
Ocen ten komentarz:
Ja też mam podobną sytuację ktoś podrzucił s*kę w ciąży i teraz mam problem z małymi. W domu mam już psa.Nikt nie chce przygarnąć małych.Pozdrawiam
Ocen ten komentarz:
wiocha zawsze będzie wiochą [2011-02-25 13:20]
i nic tego nie zmieni. Podejście ludzi ze wsi do małych zwierząt domowych jest takie jak widać i od pokoleń pokutuje pogląd, że kot ma łapać myszy a pies stać na łancuchu a niepotrzebne mioty lepiej utopić lub zakopać żywcem niż wysterylizować s*kę czy kotkę bo i po co taki wydatek jak można inaczej, prościej i taniej a że niehumanitarnie to już bez znaczenia.
Ocen ten komentarz: