Strona główna | Forum | Kontakt | Linki | Galeria | Okładki | O nas | Reklama | Archiwum |
WWW.E-WSPOLNOTA.COM | Dziś jest Środa, 23 maja 2012r. 05:55
Wspólnota » Region » Sport | Poniedziałek, 13 grudnia 2010r. 14:29

Historia Ariela Borysiuka (część 2)

Autor: Dział sportowy- Mateusz Połynka


W światku piłkarskim nasze miasto kojarzone jest przez pryzmat Ariela Borysiuka. Piłkarz Legii Warszawa swoimi występami w meczach klubowych został zauważony przez trenera reprezentacji - Franciszka Smudy. W piątek zagrał ponad godzinę przeciwko Bośni i Hercegowinie. Dziś kolejne wspomnienia z czasów gry w UKS TOP-54.

Jeszcze trzy i pół roku temu biegał po boiskach Lubelszczyzny. Dał się poznać jako znakomity zawodnik ofensywny w UKS TOP-54 Biała Podlaska. Bardzo szybko, bo wieku 15 lat został powołany do reprezentacji Polski w kategorii U-16. - Na meczach takich drużyn bardzo często pojawiają się ,,szperacze talentów" z najlepszych klubów w całej Polsce. Arielowi wystarczyły trzy spotkania, gdy pojawiły się pierwsze zapytania - mówił Krzysztof Krucewicz, pierwszy trener Borysiuka. Traf chciał, że najszybsi i najkonkretniejsi byli przedstawiciele Legii Warszawa.
Chciała go Wisła i Korona
- Zainteresowanie naszym piłkarzem wykazywały inne zespoły z Ekstraklasy: Wisła Kraków, Korona Kielce i Legia. Największe płynęło z Kielc oraz stolicy. Podczas występów w kadrach jego poczynania śledził Marek Jóźwiak, swego czasu zajmujący się skautingiem. Otrzymałem telefon od dyrektora klubu, Mirosława Trzeciaka, by doszło do naszego spotkania w sprawie Ariela. W hotelu Dukat wraz z trenerem Henrykiem Grodeckim i przedstawicielami legii przyszło nam rozmawiać o przyszłości Ariela. Pojawiły się pierwsze propozycje warunków kontraktu. Gdy przedstawiliśmy swoje wymagania, Jóźwiak z Trzeciakiem złapali się za głowy. Usłyszeliśmy stwierdzenie, iż Legia jeszcze nigdy nie zapłaciła takich pieniędzy za tak młodego gracza. Wysłannikom z Warszawy zależało na Arielu, gdyż po miesiącu doszło do kolejnego spotkania już w obecności Ariela i jego rodziców - mówił Janusz Daniluk, ówczesny prezes klubu UKS TOP-54 Biała Podlaska. - Pamiętam, że bardzo denerwowałem się. Przecież w bardzo młodym wieku interesowała się Legia, mój ukochany klub. Po skończeniu gimnazjum przeniosłem się do Warszawy. Było to spełnienie moich marzeń - dodał Borysiuk.
Nie byłem niańką
Przed przenosinami do Ekstraklasy, opiekę nad Borysiukiem w czasach jego gry w klubie w okresie jego nauki w gimnazjum przejął Dariusz Banaszuk. - Od 2004 roku do momentu przejścia do Legii miałem możliwość prowadzenia Ariela. Piłkarz poczynił duże postępy. Nasz plan pracy uwzględniał dojście do kadry reprezentacji Polski. Jak pokazały ostatnie wydarzenia, udało się. Chcieliśmy, żeby zauważył go klub, który będzie miał z niego pociechę w przyszłości. Na polskie warunki był graczem dobrze wyszkolonym technicznie, kreatywnym, a w dodatku skutecznym i zawziętym, grającym na pograniczu faulu. Zespół opierał się na jego postawie. Nie byłem dla niego niańką. Nie było mowy o głaskaniu, chuchaniu i dmuchaniu na Ariela. Gdy trzeba było, były ostre słowa. Jeśli grał poniżej oczekiwań, nie obyło się bez bury. Nie brało sie to z braku umiejętności, lecz wkradały się momenty dekoncentracji. Pamiętam, jak zagrał słabszy mecz. Ostra rozmowa poskutkowała i w następnym spotkaniu strzelił trzy gole, a my wygraliśmy 4:1 z bardzo silnym Górnikiem Łęczna - wspominał Dariusz Banaszuk, ówczesny szkoleniowiec Borysiuka.
Jego strzał zabijał
Od początku przygody z piłką nożną Ariel ustawiany był przez Krzysztofa Krucewicza na pozycji pomocnika bądź napastnika. - Miał bardzo duże umiejętności. Potrafił obsłużyć dokładnym podaniem współpartnerów albo w pojedynkę pokonać bramkarza. Pamiętam, jak w szóstej klasie szkoły podstawowej na treningach dochodziło do kuriozalnych sytuacji. Podczas treningów strzeleckich, gdy do piłki podchodził Ariel, z bramki schodzili nasi bramkarze. Dlaczego? Bali się o swoje zdrowie. Nie wyolbrzymiam. Borysiuk dysponował znakomitym uderzeniem. Podczas jednego z turniejów halowych, w przerwie meczu, Ariel wziął piłkę i uderzył ją ze środka boiska. Proszę mi wierzyć, futbolówka odbiła się od poprzeczki i z impetem uderzyła w jakiegoś chłopca. Biedny, stracił równowagę i upadł na parkiet. Oglądam mecze Legii i nasz piłkarz próbuje z dalszej odległości pokonać golkiperów. Jak na razie nie udaje się, ale przyjdzie moment, gdy zaskoczy i będzie strzelał piękne gole zza ,,szesnastki" - mówił Krucewicz.
Trudne chwile
To ogromny talent poparty pracą. Był moment, gdy Ariel pojechał na obóz do Krasnegostawu, gdzie miał dołek formy piłkarskiej i mentalnej. W rozmowie z trenerem Banaszukiem, usłyszał wyraźnie, że nie jest piłkarzem, który w przyszłości będzie grał w czwartej bądź w trzeciej lidze. Zadaniem szkoleniowca jest wypromowanie go do klubu przynajmniej pierwszej ligi. Rozmowa wyraźnie pomogła. Bodźcem do dalszej pracy i podnoszenia swoich umiejętności było powołanie do reprezentacji Polski U-15. Od tego momentu, kariera Ariela potoczyła się bardzo szybko - mówił Daniluk.
Od razu do seniorów
Borysiuk od razu szykowany był do pierwszego zespołu i zadebiutował w nim mając zaledwie 16 lat, 4 miesiące i 5 dni. 4 grudnia 2007 zagrał w meczu Pucharu Ekstraklasy z ŁKS Łódź (2:0), stając się, po Macieju Korzymie, najmłodszym zawodnikiem Legii debiutującym w zespole. Dwa miesiące później zagrał w meczu ligowym. Rywalem Legii był wówczas zespół z Grodziska Wielkopolskiego. W 85 minucie zmienił Łukasza Gizę. Nie minęły kolejne dwa miesiące, a Borysiuk ponownie zapisał się na kartach historii polskiego futbolu. 19 kwietnia 2008 roku zdobył gola w meczu z Odrą Wodzisław Śląski (miał 16 lat, 8 miesięcy i 21 dni) i stał się najmłodszym strzelcem w historii Legii, a w ekstraklasie ustępuje miejsca w tej klasyfikacji jedynie wielkiemu Włodzimierzowi Lubańskiemu. - Na początku w ogóle do mnie nie docierało, że zdobyłem pierwszego w barwach Legii. Głównie z tego się cieszyłem. Dopiero po meczu od dziennikarzy dowiedziałem się, że w ten sposób zapisałem się w historii tak wielkiego klubu. Ale mam nadzieję, że to dopiero początek moich osiągnięć - mówił Ariel.
Teraz Polska
Tych rekordów, ze względu na wiek, Borysiuk już nie poprawi, przed nim jednak jeszcze sporo wyzwań, szczególnie jeśli chodzi o grę z orzełkiem na piersi. Zadebiutował w kadrze mając 19 lat i 112 dni, a zaczynając tak wcześnie ma okazję zagościć w niej na długo, oczywiście jeśli nadal będzie się rozwijał. Selekcjoner reprezentacji Polski Franciszek Smuda ogłosił nazwiska 18 zawodników powołanych na zgrupowanie w Turcji, w ramach którego biało-czerwoni zagrali towarzyski mecz z Bośnią i Hercegowiną. - Najważniejsze jest, aby na grę na wysokim poziomie pozwoliło mu zdrowie - zaznacza jego starszy brat Rafał. - Ariel w młodości był eksploatowany mocno przez reprezentacje młodzieżowe i to może się odbić. Nie martwię się natomiast o jego charakter i podejście. Kiedyś, jak był młody, musiałem sprowadzać go na ziemię, gdy strzelił 6 czy 7 goli. Teraz sam wie, kiedy zagra słabo i bardzo to przeżywa - zakończył Rafał Borysiuk.
Miłe wspomnienia
- W teczce mam wiele wycinków z gazet i zdjęć mojego syna. Często sięgam do niej, by powspominać przeszłość. To przyjemne chwile. Jak patrzę teraz na niego, przypominają mi się jego wyjazdy na obozy. Bardzo płakał, a ja wraz z nim. Nie lubił opuszczać domu na dłuższy czas. Dużym wydarzeniem była przeprowadzka do Warszawy. Pojechał tam sam i jak widać, poradził sobie - mówiła Anna Borysiuk, mama Ariela. - Na pierwsze obozy jechała z nim siostra. Był w ogromnym stresie. Bardzo źle znosił rozłąkę. Zależało nam na nim. Zupełnie inaczej funkcjonował, gdy był przy nim ktoś blisko. Robiliśmy wszystko, by go nie stracić. Udało się, klub i Biała Podlaska ma z niego pociechę - zakończył Janusz Daniluk, w przeszłości prezes klubu UKS TOP-54.

 


Oceń wagę artykułu

Ocena: 4.2/5 (Oddane glosy: 18)

Komentarzy (4)     Dodaj swoją opinię Czytano: (1222) razy.

 

toja [2011-01-06 11:18]

ale imię głupie



Ocen ten komentarz:

Ocena: 2.8/5 (Oddane glosy: 5)

 

dalej niz blizej [2010-12-13 15:48]

w czasach jego gry w klubie w okresie jego nauki - co to jest? Poza tym nazwy klubów pisze sie z wielkiej litery. Ogólnie całkiem nieźle:)



Ocen ten komentarz:

Ocena: 2.6/5 (Oddane glosy: 5)

 

lech s [2010-12-13 15:37]

pby więcej takich artykułów, dobry dziennikarz z niego



Ocen ten komentarz:

Ocena: 3.0/5 (Oddane glosy: 7)

 

pawlo [2010-12-13 14:38]

Super historia



Ocen ten komentarz:

Ocena: 3.2/5 (Oddane glosy: 5)

 

Skomentuj artykuł:
Imię/Nick:

Twój wpis:

Możesz wspisac jeszcze: znaków.


Proszę przepisać kod z powyższego obrazka:


Redakcja Internetowego Serwisu Informacyjnego e-wspolnota.com nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.



Aby dodać komentarz należy wypełnić wszystkie pola formularza.

2009 Projekt i wykonanie pawlusza | © Wydawnictwo Wspólnota - Mateusz Orzechowski stat4u